Czy w Europie możliwe jest silne trzęsienie ziemi? Na co powinniśmy się przygotować? Czy musimy się martwić o europejskiej elektrownie atomowe? Grecki deputowany Georgios Stavrakakis, który jest z wykształcenia geofizykiem i sejsmologiem wyjaśnia nam, co wywołało ostatnią katastrofę w Japonii i jaką lekcję możemy z niej wyciągnąć.
![]()
Rozmowa z greckim deputowanym Georgios’em Stavrakakis:
Co dokładnie stało się w Japonii?
Georgios Stavrakakis: Do trzęsienia ziemi doszło w północno-wschodniej części kraju, w której spotykają się płyty tektoniczne Pacyfiku i Ameryki Północnej. Płyty poruszały się z ogromną – jak na geologiczne standardy – prędkością 8 mm na rok. I dlatego ta energia, która się wytworzyła była równie ogromna.
To nie było pierwsze tak silne trzęsienie ziemi w Japonii. Ale po raz pierwszy przyczyną tragedii nie było trzęsienie samo w sobie, ale tsunami, które po nim nastąpiło. System ostrzegania przed tsunami zadziałał bez zastrzeżeń, wydał komunikat juz trzy minuty po trzęsieniu. Ale fale płynące z szybkością 700 km na godzinę dosięgły brzeg już po 15 minutach.
Wiemy też, że na dwa dni przed tragedią odnotowano trzęsienia ziemi w skali sześciu stopni w skali Richtera. Ale dzisiejsze narzędzie nie pozwalają przewidzieć czy dany wstrząs jest właściwym trzęsieniem ziemi czy przed-wstrząsem.
Czy to było pojedyncze trzęsienie, czy możemy się spodziewać kolejnych? Czy wydarzenia w Japonii miały związek z ostatnim trzęsieniem ziemi w Nowej Zelandii?
Georgios Stavrakakis: Mając do czynienia z tak silnym trzęsieniem nie mówimy o pojedynczym epicentrum, ono rozciąga się – jak w tym przypadku – na powierzchni 300 km na 100 km. Będą też silne wtórne wstrząsy w następnych miesiącach.
Jeśli zaś chodzi o powiązania z innymi trzęsieniami to mamy coś takiego jak interakcja. Gdy ciśnienie wytworzone w trakcie trzęsienia podwyższa ciśnienie odczuwalne w innej części świata to prowadzi to do powstania tam wstrząsów. Czasami dochodzi też do migracji ciśnienia. Ale ciągle nie umiemy przewidzieć, gdzie będzie następne trzęsienia ziemi.
A czy w Europie jesteśmy bezpieczni?
Georgios Stavrakakis: Nie jest tu tak źle, choć nie oznacza to, że nie mamy czym się martwić. Z każdego trzęsienia ziemi powinniśmy wyciągnąć lekcję.
Trzeba jednak pamiętać, że płyty tektoniczne w Europie poruszają się z o wiele mniejszą prędkością niż w rejonie Japonii. W regionie Morza Śródziemnomorskiego, w Grecji czy Włoszech, gdzie jest największe zagrożenie sejsmiczne wstrząsy większe niż 6 czy 7 w skali Richtera są bardzo rzadkie. Choć trzeba pamiętać, że japońskie miasto Kobe, które zostało zupełnie zniszczone w 1995 r. też było uznawane za teren niskiego ryzyka. Dlatego nawet takie obszary powinny być obserwowane przez naukowców. Choć ryzyko trzęsienia w Europie jest bardzo niskie.
Wszyscy się jednak obawiają ryzyka ze strony europejskich elektrowni atomowych.
Georgios Stavrakakis: Każdy przypadek jest inny. W Turcji (gdzie planowana jest budowa elektrowni atomowej) ryzyka silnego trzęsienia ziemi nie można wykluczyć, ale w Niemczech? Wydarzenie w tym regionie zupełnie zmieniłoby naszą interpretację sejsmicznej historii Ziemi. Każdy kraj musi być przygotowany na wydarzenia, które mu zagrażają.
Źródło: europarl.europa.eu


Dodaj komentarz